2/18/2018

Bambusowe łodzie Złotego Buddy

Dostałam mnóstwo pytań o wycieczkę do Tajlandii. Wiele z Was było zainteresowanych jaka to wycieczka, skąd, gdzie i dlaczego. 
Otóż była to wycieczka zorganizowana z biurem podróży Itaka. Miała charakter 2 w 1 - czyli objazd plus wypoczynek na plaży w Krabi. 
Dla Was oraz dla samej siebie, przedstawię co się działo dzień po dniu :) 

1. Dzień - Wylot do Tajlandii z między lądowaniem w Doha.  Ponad 12 godzinna podróż minęła szybko i bez żadnych stresów. Do Doha za pasażerkę miałam Wietnamkę, która ni w ząb nie umiała po angielsku i pomagałam jej zamówić jakieś jedzenie. Okazało się, że po angielsku niekoniecznie natomiast po polsku jak najbardziej i chichrałyśmy się w najlepsze, że zostawiamy zimną Warszawę i jedziemy na wakacje. Z Doha do Warszawy za to mogłam sobie trochę podszlifować angielski, bo koło mnie siedział londyńczyk (jak się potem okazało - również uczestnik wycieczki). Miałam delikatny stres bo nie miałam pojęcia kto jest z mojej wycieczki, bo dopiero w Bangkoku okazało się kto jest kim :) Podróżowałam liniami Qatar Airways i cóż mogę powiedzieć. Fajnie - obsługa na najwyższym poziomie - poduszeczka, kocyk, skarpetki, opaski na oczy, zestaw małego dentysty czyli mini szczoteczka do zębów i pasta. Non stop jedzenie. I picie. I od nowa. Nie zdążyłam się znudzić ani nawet wyciągnąć kindla.
2. Bangkok. Od wyjścia z lotniska uderza nas fala wilgotnego, duszącego powietrza. Dziwne, kilka oddechów i już czujesz to miasto. Transfer do hotelu Bangkok Palace. Poznanie ekipy. Dzielę pokój z super dziewczyną. Bratnia dusza. Tego dnia fundujemy sobie kolację w Baiyoke Sky - najwyższym budynku Tajlandii. Widok z 78 piętra jest zachwycający. Obrotowy taras z widokiem na miasto robi oszałamiające wrażenie. Nocny spacer modną ulicą Khao San, która tętni życiem, z niezliczoną ilością knajpek, salonów masaży, sklepików i dziwnych atrakcji zaliczony. Możemy iść spać. Ale kto by spał. Rozciągamy z koleżanką dobę do granic możliwości. 



3. Bangkok. Kolejny dzień w Bangkoku. Czas na zwiedzanie. Świątynia Szmaragdowego Buddy, która jest najważniejszym sanktuarium kraju oraz Pałacu Królewskiego. Świątynia Leżącego Buddy robi wrażenie (mierzący aż 46 m trochę rozczarowuje bo nie sposób objąć go wzrokiem ani zatrzymać się chwilę dłużej bo fala turystów wylewa się zewsząd. Moją uwagę zwracają stopy Leżącego Buddy z idealnie równymi palcami, na których narysowane są punkty do masażu. Masaż tajski ma duchowe korzenie i jest prawdziwą sztuką, o czym przekonam się później. 





Fantastyczny rejs po rzece Chaophraya i kanałach Bangkoku. Było szybko, radośnie. Z poziomu łódki widać było zamieszkałe domostwa, domki dla duchów, niezliczone ilości palm kokosowych a także dzikie warany. Przejazd przez dzielnicę chińską z obowiązkową i charakterystyczną bramą i zwiedzanie Świątyni Złotego Buddy.  Wieczorem czas wolny - wybrałyśmy się na nocne zwiedzanie Bangkoku. Obowiązkowy street food na nocnym targu. Dałyśmy się obuć kierowcy tuk - tuka, ale oj tam, przejażdżka była niezapomniana! 






4. Bang Pain - Ayutthaya - Kanchanburi  - Bang Pain - to letnia rezydencja królewska. Totalny orient. Ayutthaya to dawna stolica Tajlandii ze słynną głową Buddy, która wrosła w drzewo. Okazuje się, że Buddzie można robić zdjęcia tylko z poziomu niżej, nigdy wyżej, dlatego też pomniki Buddy są zawsze lub prawie zawsze z opuszczonymi oczami, żeby Budda patrzył na nas z góry. Dostałam ostrzeżenie. Do świątyń wchodzi się na boso. Wyznawcy buddyzmu, wierzą, że stopy są najbrudniejszą częścią ciała, a buty to już w ogóle. Dlatego należy je pozostawić przed świątyniami a także niektórymi sklepami czy nawet knajpkami. Podobno całkiem do niedawna cała ulica Khao San była zastawiona butami backpakersów :) Ubolewam, że czasu było mało a i pogoda nie sprzyjała, bo akurat w tym dniu padał całkiem obfity (ale ciepły) deszcz. 


 Zima...




Przejazd do prowincji Kanchanburi i słynny most na rzece Kwai - robił wrażenie, przypomina wciąż żywe doświadczenia z II wojny światowej.


Smutny znak naszych czasów - Mnich na moście na rzece Kwai ze smartfonem w ręku ;/

5. Park Narodowy Erewan - ale przedtem jeszcze rafting na tratwach bambusowych po rzece Kwai. Wizyta w "wiosce słoni". O odpowiedzialnej turystyce jeszcze będę pisać. Dodam tylko, że przejażdżka na słoniach nie jest dobrym pomysłem. Warto się zastanowić, czy chce się przykładać do męczenia tych dostojnych zwierząt za cenę przewiezienia tyłka po wyznaczonej trasie. Okupiona męczarnia tresura nie jest warta takich doświadczeń! Ja wykupiłam trochę wolnego czasu słonikowi karmiąc go bananami. Tak długo jak ludzie będą korzystać z tego rodzaju rozrywki, słonie będą zabierane od małego i tresowane żeby pokornie służyć ludziom. Głupie gadanie (m.innymi pilotki), że dla słonia przewiezienie człowieka to bułka z masłem jest beznadziejne i świadczy o małej świadomości problemu. No dobra ale wróćmy do przyjemniejszych rzeczy.

Postój przy drewnianym moście Wam Poh Viaduct, który zrobił na mnie wrażenie na równi mostem na rzece Kwai. Kadry jak z filmu. 



Park Narodowy Erewan to kompleks składający się z siedmiu kaskad wodospadów a wszystko to w otoczeniu tropikalnej roślinności i krystalicznie czystej wody z rybkami, które peelingują stopy (moich nie chciały - niedobre ;). Trasa była dość trudna, ale wylazłam na sam szczyt. Powiem tak. Pięknie ale wiem, że wiele osób (w tym ja) wydały werdykt, że równie pięknie a nawet piękniejsze są Plitvickie Jeziora w Chorwacji. 




6. Damnoen Saduak i Hua Hin - czyli najbardziej znany tajski pływający targ. Powiem tak - podróż łódką super przygoda, zakupy, targ... kolorowo, gwarno. Na zdjęciach prezentuje się znacznie lepiej niż w rzeczywistości. Smutne były pokazy lori czy boa trzymanych w niewoli ku uciesze turystów :( 
Zwiedzanie pałacu królewskiego Khao Wang w Petchaburi, który położony jest na wzgórzu (wjazd kolejką linową). Fantastyczna posiadłość, zupełnie inna od tych europejskich. Niesamowite wrażenie robiły mury wraz z orientalną roślinnością. Stado małp jak zwykle wredne i podstępne ;) 




Hua Hin - to nadmorska miejscowość. Szczerze mówiąc mnie nie zachwyciło a na dodatek wiało tak, że głowę urywało i niestety nawet się nie wykąpałam. Podobno w samym miasteczku było magicznie ale ja już ledwo żyłam (zapalenie krtani) więc poszłam wcześniej spać. 
7. Park Narodowy Sam Roi Yod - przepiękne miejsce, przepiękna plaża. Pogoda niestety pokrzyżowała nam nieco plany ale spacer po stromym wzgórzu był jednym z fajniejszych momentów wycieczki. To nic, że z zapalenie krtani ;) Kto by się tym przejmowałam. Mocny wiatr znowu przeszkodził w kąpieli w chłodnej wodzie (od Zatoki Tajskiej) i już zaczynałam powątpiewać, czy w ogóle wykąpię się w morzu ;) 


Nocleg w miejscowości Chumphon - niepozornej a tętniącej życiem. Cudowny nocny market z pysznym jedzeniem i mnóstwem lokalnych przysmaków. 



8. Park Narodowy Khao Sok - Krabi - rejs łodzią motorową po jeziorze Cheow Lam wśród malowniczych skał i wapiennych formacji. Przepiękne widoki, szybka łódka - żyć nie umierać! Nasz kapitan był wyjątkowo zdolny - nie zmokliśmy wcale nic, natomiast ekipa z drugiej łodzi hehe - było mokro. Do tego parku dowoziły nas fajne busiki a nasza wesoła ekipa pod wezwaniem Changa miała zaciesz kiedy nasz uroczy tajski kierowca puszczał polską muzę.. Bania u Cygana! hehe Było wesoło ogólnie rzecz mówiąc :).





9- 14. Pobyt w miejscowości Ao Nang w prowincji Krabi - miałam ogromne szczęście, bo miałam chyba najpiękniejszy pokój w całym Hotelu Cha - da resort - na VI piętrze z widokiem takim, że WOW! Góry i morze, czyli wszystko to co kocham. Niesamowite było obserwowanie jak każdego wieczoru schodzi mgła i zaczyna padać ciepły deszcz. Taki tropikalny.  



Już na własną rękę zorganizowaliśmy sobie wycieczkę po wyspach PHI PHI, włącznie ze słynną Maya Beach (to ta z Niebiańskiej Plaży z Leo Di Caprio). Lunch na Phi Phi Don smakował wybornie chociaż zjadłam sam makaron hehee ;) Cała wycieczka na plus. MB rozczarowała ilością turystów na metr kwadratowy ale kaman! każdy chciał zobaczyć tą plażę. Nie ma co się dziwić. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o Monkey Beach - i kurde! Nie lubię małp - podstępne zwierzęta. Kto nie posłuchał się przewodnika i zabrał na wyspę siatkę mógł się boleśnie o tym przekonać. Te zwierzaki wcale nie są tak milusie na jakie wyglądają - złodzieje po prostu. Po raz pierwszy w życiu miałam na głowie maskę do snurkowania i ..cudowne uczucie! Na pewno spróbuję jeszcze tej przygody :) 



Zaliczyłyśmy też Railey Beach - niedaleczko Ao Nang (dojazd łódką za śmieszne pieniądze). Plaża jak plaża.. piaseczek, cudowna woda i kokos w ręku. Cudownie! 


15. Bangkok - jeszcze jedna noc i prawie cały dzień (!) w tym mieście grzechu na zakończenie przygody. Teleportowaliśmy się tam tajskimi liniami w przelocie wewnętrznym (coś jak azjatycki wizzair). Czas na nocy market, ostatnie zakupy. I długa droga do domu.



16. Wylot. Ponownie lot przerywany w Doha. Pomiksowały mi się czasy, już nie wiem, czy jest dzisiaj czy już jutro. Lecimy. Wszyscy w samolocie uświadamiają sobie, że to koniec urlop kiedy pod nami pokazuje się całkiem biała Warszawa.
Było cudownie! 
Tajlandia jest magiczna, zaszczepiła we mnie to "coś" Przyjaźni ludzie, fantastyczne, orientalne zabytki, pyszne jedzenie, życzliwość, naturę tak inną od tej którą znam. Wiem, że na pewno wrócę!

Wycieczkę oceniam bardzo dobrze z uwagi na jej atrakcyjny program, świetną organizację. Nie mam zastrzeżeń co do hoteli i środków komunikacji. 

Tak wiem, że na pewno można taniej, że można samemu, że wasi znajomi i wy sami już byliście, że dla niektórych wycieczka z biurem podróży się nie liczy. Wiecie gdzie to mam? Tak, dokładnie tam.
Pracuję, zarabiam i jak zdecydowałam się na taką wyprawę to nie mam zamiaru oszczędzać i potem rozprawiać na instagramie, że gdzieś ryż był tańszy a gdzieś droższy. Nie zwracam uwagi na takie rzeczy. Organizując na co dzień życie ponad 100 rodzin mam ochotę, żeby ktoś zdjął mi z pleców poczucie obowiązku i po prostu się relaksować. 
Udało mi się w to 100 % 





28 komentarzy:

  1. Mam podobne zdanie. Moja koleżanka podróżuje tylko na własną rękę. Ja byłam ostatnio na wycieczce z Itaką, taką typowo wypoczynkową, ale na miejscu wynajęliśmy samochód na kilka z kilkoma osobami i zwiedziliśmy pół wyspy :) Kiedyś z nią rozmawiałam i zdziwiła się, że można znaleźć wiele wycieczek w świetne miejsca za niską kwotę. Niech każdy dysponuje swoją kasą jak chce;) nic mi to tego, tylko nie rozumiem dlaczego niektórzy wypowiadają się o czymś, o czym nie mają pojęcia czasami. Ja w takie dalsze podróże to jednak póki co, wolałabym jechać z biura podróży. Jakoś bezpieczniej bym się czuła;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. W ogóle nie rozumiem tej gradacji - lepsza - gorsza... Jakie to ma znaczenie? Podróż to podróż ale wiesz, zawsze znajdą się, jak ja to nazywam truciciele szczęścia, żeby wsadzić szpilę.

      Usuń
  2. Mam to tam gdzie i Ty! Dokładnie tak samo za dużo organizuję na co dzień żebym jeszcze miała sobie wczasy organizować. Płacę i wymagam- niech nade mną skaczą :D Poza tym nie zawsze samemu jest taniej ;) Hotel na Sycylii w którym ostatnio byliśmy na własną rękę bardziej by mnie zczyścił, a gdzie przelot i reszta? Właśnie. Biura podróży często mają niższe ceny, bo zamawiają większą ilość noclegów, przelotów i tak dalej. Poza tym, tak jak Ty, na wakacjach nie oszczędzam :) Zawsze można wynająć auto na własną rękę, czy wymyślić jakieś atrakcje na miejscu kiedy najdzie ochota i tak też zawsze robimy :)
    Zachęciłaś mnie Tajlandią, ale jeszcze 2 lata remontów przede mną, więc w tym czasie raczej tylko Europa jest w moim zasięgu, a potem może... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój... Pewnie, że tak...dziwi mnie takie podejście, tak jakby pojechanie na własną rękę było jakimś szczególnym osiągnięciem w dzisiejszych czasach. Wiesz, może kiedyś podróżnik z plecakiem na plecach, przemierzający świat robił wrażenie. Ale naprawdę zabukowanie noclegu w hotelach i lotach to nie jest jakieś wielkie hallo. No niechże każdy podróżuje tak jak lubi i nie siedzi w czyimś portfelu. A Tajlandię bardzo, bardzo polecam. Remont się skończy chociaż wiesz ja to się z każdej podróży szczerze cieszę :) Europa, ba ! Polska taka piękna :)

      Usuń
  3. Bossska wyprawa! Miło popatrzeć, poczytać i pozazdrościć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. wspaniałe zdjęcia i niesamowita wycieczka. z przyjemnością czytam Twoje wpisy bo ja podróżuję palcem po mapie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowna wycieczka:D Ech, kiedyś i ja tam będę!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak! Jeśli tylko tego pragniesz, to na pewno :0

      Usuń
  6. Cudownie ! Wspaniałe zdjęcia które robią wrażenie.. A to przecież nic w porównaniu do bycia tam i wspomnień które pozostaną. Zazdraszczam okrutnie 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Powiem Ci szczerze, że zdjęcia nie oddają tego miejsca..przynajmniej moje zdjęcia. Robione na szybko...zawsze jak dobrze się bawie, to zdjęcia traktuję po macoszemu :) aby było cokolwiek ..szkoda mi tracić chwil na to wszystko:)

      Usuń
  7. ach, marzy mi się wyjazd do Tajlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O, jak super powspominać Tajlandię patrząc na Twoje zdjęcia!
    Mimo mega komercji, to wciąż wspaniały kraj z jeszcze wspanialszą kuchnią!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, rzeka turystów trochę zaburza piękno tego kraju. Jeszcze nigdy nie egzotyka nie była aż tak na wyciągnięcie ręki dla każdego, co oczywiście wiąże się z wieloma aspektami, również tymi negatywnymi.
      Kuchnia jest dla wciąż nie do końca odkryta, na pewno wrócę po dalsze eksploatowanie :)

      Usuń
  9. BARDZO podobał mi się wpis :)
    Co do ostatniego akapitu - ja akurat staram się organizować wszystkie wycieczki (jak dotąd) na własną rękę z prostej przyczyny - finanse :). I absolutnie nie wyobrażam sobie kogoś krytykować, że pojechał "na gotowca" bo prawdopodobnie, gdybym miała taką możliwość, też bym tak zrobiła ;). Głupie jest takie szufladkowanie, każdy robi, jak lubi i może. Jedyne, co mnie faktycznie denerwuje, to jak ktoś jedzie na leżing i smażing (pobytowo), a później się wszystkim chwali, jaki to piękny kraj i co nie jeszcze (bo gówno o tym wie, skoro przez cały pobyt oglądał tylko plażę, hotel i kurort :P Ze 2 lata tamu spierałam się z kimś bardzo mocno o Włochy - ja z mężem objechałam całego włoskiego buta na własną rękę - północ, południe, duże miasta, wioski, więc mam szeroki obraz rzeczywistości (i negatywny). A pewna parka leciała sobie z biurem, wysiadka w hotelu, bezpośredni transport na zwiedzanie, bezpośredni powrót do hotelu i och ach jak cudownie :P A jacy Włosi mili, ojejku! Szkoda tylko, że tylko Ci z rejonów komercyjnych i turystycznych, bo Ci niepracujący w sektorze turystycznym (lub bardziej na uboczu) to banda buraków. Spędziłam tam miesiąc i marzyłam o powrocie do domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu! Dziękuję bardzo :) Co do sposobów spędzania urlopu jestem daleka od wszelkiej gradacji, choć osobiście nie rozumiem po co jechać świat daleki, żeby nie wyściubić nosa zza hotelu i basenu..ale z drugiej strony..jak kto lubi..
      Masz rację...nie da się porównywać wykreowanej wizji dla turystów z prawdziwym życiem :)

      Usuń
  10. Przepiekne miejsce, sama mam ochote na zwiedzenie Thajlandii ;) zwlaszcza ze znam wiele osob z tego kraju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Super! Tajowie są takimi optymistycznymi i pracowitymi ludźmi, prawda?

      Usuń
  11. Dobrze, że byłaś z biurem, bo Cię pilnowali i się nie zgubiłaś *: *: a tak to jeszcze by Cię ktoś przygarnął.....
    Piękne wspomnienia, cudowne przeżycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana :* Dziękuję bardzo, bardzo :) Nawet z biurem, parę razy się zgubiłam :D

      Usuń
  12. Świetnie- aż ci zazdroszczę. Myślał o wyjeździe do Tajlandii właśnie z biurem . Nigdy nie jeździłam na własną rękę. A zdjęcia przepiękne. Niesamowite wspomnienia .
    Obserwuje i zapraszam do Siebie 💋

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) To prawda, wspomnienia bezcenne i na całe życie :)

      Usuń
  13. Ale że 12-godzinny lot "nie zdążył Cię znudzić", to naprawdę szacun. Ja może też się nie nudziłam w drodze do NY, ale za to zdążyłam przeczytać od deski do deski książkę-przewodnik po Nowym Jorku, a nie jestem mistrzynią szybkiego czytania ;).

    Zazdroszczę Ci, że odwiedziłaś leżącego Buddę. Od kiedy zobaczyłam go na obrazku (nie zdjęciu!) w książce dla dzieci, kiedy byłam dzieckiem, marzyło mi się obejrzenie go na żywo i obczajenie faktycznej wielkości jego stóp :).

    Magiczna ta Tajlandia, bajkowa. I jaki kolor ma ta woda!!! A mnich ze smartfonem to faktycznie odlot. Zaprzeczenie tego ich zen, do którego dążą przez całe życie!

    Co do wycieczek zorganizowanych: potrafią być wybawieniem dla ludzi, którzy chcieliby zwiedzić świat, ale a) nie mają śmiałości tak samodzielnie, b) nie znają języka (jak np. moi rodzice), c) nie wiedzą dokładnie, co warto zobaczyć w danym kraju. Ja na razie wolałam organizować sobie wszystko sama, ale mam wrażenie, że do takiej Azji z plecaczkiem, na własną rękę już bym tak ochoczo nie popierdzielała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, serioo - może dlatego, że trafili mi się ciekawi towarzysze podróży, poza tym ekscytacja sięgała zenitu! Leżący Budda robi wrażenie, że tak powiem k o l o s a l n e :)
      Też mnie zafascynowały te stopy.
      Tak! Ten mnich to po prostu zdjęcie życia ;) dotychczasowego hhehehe mam nadzieję...na dodatek na moście na rzece Kwai - no bardziej symbolicznie nie mogło być :)

      Wiesz, to naprawdę kwestia upodobań. Każda podróż jest wspaniała.
      Nie wszyscy jesteśmy z pod jednej sztancy.

      Usuń
  14. Świetna relacja dziękuję. Sama od roku myślę o tej wycieczce i czytając taki wpis tylko przekonuje mnie w twierdzeniu że warto że chcę że muszę :-) Odkładam kaskę na ten wyjazd, ale niestety ciągle mało. Powiedz proszę ile trzeba wziąć pieniążków, aby skorzystać z wycieczek fakultatywnych i pojeść dobroci. Czy fakultety na miejscu są dużo tańsze od tych co oferowała Itaka? Nie znam niestety języka i nie wiem czy dałabym radę szukać czegos na własna rękę. Pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed podróżą też szukałam informacji na temat tej wycieczki, także pomyślałam sobie, że może moja relacja może się komuś przydać. Dziękuję bardzo :) Z całą pewnością bardziej opłaca się wykupić wycieczki fakultatywne na części pobytowej samodzielnie. To różnica 100/150 zł. Nie martw się o język. Nie dość, że oni tam mówią w sposób BARDZO komunikatywny to na pewno zbierze się ekipa, chętna na wyjazd. :) Jeśli chodzi o ceny - to jedzonko na ulicach jest super tanie - to kwoty 5 - 10 złotych za posiłek. Spodnie takie bawełniane (które każdy kupił, bo w upały najlepsze) to 100 batów - czyli 10 zł :) Pamiętać trzeba, że im wyższy nominał dolarów tym lepiej - płacą za nie więcej batów. Nie mam pojęcia czemu ale wiadomo - Tajlandia ;)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz..Twoja opinia czy luźne spostrzeżenia są dla mnie cenne i mobilizujące.
Staram się odpowiadać na każdy komentarz i jednocześnie zaglądać do osób piszących..

Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger