8/17/2017

Tarte - 4 w jednym i kankan na oku

Tarte - 4 w jednym i kankan na oku
Od zawsze, zawsze, czyli od czasów prowadzenia bloga chciałam mieć tusz Tarte.  Pewnie dlatego, że nie można go tak łatwo kupić w Polsce. Plus filozofia marki bardzo mi odpowiada.
Kiedy Agata Smaruje podbijała Nowy Jork poprosiłam o spełnienie jednego z moich największych (takich hot, hot, hot) marzeń.
Tym sposobem trafił do mnie ON  -- wyśniony i wymarzony i sprowadził na ziemię szybciej niż Boeing.
4 w jednym czyli pogrubienie, wydłużenie, podkręcenie i odżywienie (i jeszcze kankana zatańczy na oku;)


Stylizowane opakowanie a la skórzane sny z 50 twarzy Gryea przyciąga oko ale jest też wygodne.


Najzwyklejsza szczoteczka bardzo mnie ucieszyła, bo właśnie takie lubię najbardziej. Przeczołgałam swoje rzęsy przez setki szczoteczek nieraz bardziej przypominających te do wc niż do oka i wiem, że to optymalny rozmiar i kształt dla mnie.


Warto wspomnieć, że Tarte koncentruje się na byciu bardziej eko, stąd tusz jest wegański, bezzapachowy oraz pozbawiony konserwantów.
Już od pierwszego użycia zaskoczyła mnie sucha formuła tuszu.
Tak prezentował się tuż po otwarciu. Dobrze to i źle. Dobrze, bo od razu śmiało można było malować rzęsy, bez obawy o odbitki itp. Źle bo konieczne było nałożenie minimum trzech warstw, żeby cokolwiek było widać. Ja tego nie lubię. Wolę raz, ewentualnie dwa "machy". Trzy to za dużo. Naprawdę nie mam na to czasu rano przed pracą.


Moim zdaniem, tusz jest mocno przeciętny i wcale nie trzeba do niego wzdychać nocami i dniami.
Jest taki ...codzienny.
Efekt nie powala.
Dodatkowo na minus, jak możecie zobaczyć kruszy się obsypuje w ciągu dnia!
Sorry za zdjęcia bez obróbki i photoshopa ale po prostu tak jest. Poniżej wariant z 3 warstwami.
Zgodnie z obietnicami tusz mnie nie uczula.  Nie skleja rzęś (jak ma skleić jak jest suchy!).
Cieszę się bardzo, że mogę go używać bo wiem już, że moje pragnienie Tarte znacząco osłabło.




Miałyście może ten tusz? Co sądzicie o efekcie?

8/15/2017

Manicure hybrydowy - moja historia

Manicure hybrydowy - moja historia
Hybrydy nigdy nie budziły mojego zainteresowania, ponieważ patrząc na moje słabe, pofalowane, rozdwajające się paznokcie (w zamierzchłych czasach nawet podgryzane) wątpiłam czy się nadają do tego typu manicure. I w ogóle do wszystkiego!
Pragnę uprzejmie donieść, że sama ich doprowadziłam do strasznej, okropnej kondycji zrywając samodzielnie pierwszy lakier (z którego byłam niezadowolona). Wręcz zmasakrowałam sobie paznokcie, tak, że po prostu bolały - nie mówiąc o efektach wizualnych.
Po kilku miesiącach stosowania odżywki Herome  postanowiłam spróbować jeszcze raz.

Bądźcie proszę wyrozumiali. Zaczynałam od zera...

Uparłam się żeby były kwadratowe. Jak się później okazało to był błąd.

Może tylko dodam, że zaufałam lakierom SPN, bo na takich pracują Panie z salonu w Złotych Tarasach w Lublinie. I to nie jest post sponsorowany.

Jeszcze w kurtce zimowej - bo to okolice marca chyba ;) ciemno zielony kolor z drobinkami (pasujący do oprawek okularów, które noszę)



Nie wiem jak Wam, ale mnie na krótkich paznokciach szalenie podobają się ciemne kolory - tutaj ciemnogranatowy.


Dalej, z uporem maniaka prosiłam o kwadratowe.  Nie był to dobry pomysł, ponieważ jak później się okazało taki typ piłowania kiepsko się "nosi"  w przypadku słabszych paznokci, które są narażone na urazy i pęknięcia na bocznych krawędziach. Tak było i w moim przypadku. Dwa paznokcie się złamały i choć w planach miałam zapuszczenie, niestety zmuszona byłam skrócić wszystkie. Zaznaczę tylko, że na kciuki miałam żelowe przedłużenie, którego jednak nie polubiłam. Sztuczne paznokcie nie są dla mnie.
Pozwoliłam więc na delikatną zmianę i nadanie paznokciom lekkiego migdałowego kształtu. To był strzał w dziesiątkę. Te hybrydy nosiłam przez 3 tygodnie, bez żadnego wypadku.

Udało mi się zapuścić całkiem długie paznokcie jak na moje możliwości! Tak samo, żadnych przykrych niespodzianek, trzy tygodnie i tylko odrost przypominał o konieczności zrobienia nowego manicure.

Z uwagi na fakt, że dużo piszę i tradycyjnie i na komputerze prosiłam o skrócenie (!sic!) i zafundowałam sobie taką fuksję, którą mam obecnie..

Wiem, że są dalekie, dalekie od ideału ale w końcu nie muszę się ich wstydzić.

Na co dzień pracuję z ludźmi i wierzcie mi nic nie dodaje pewności siebie kobiecie jak zadbane ręce i szminka na ustach ;)
Zgadzacie się ze mną?
Jakie kolory goszczą na Waszych paznokciach najczęściej?
****


Jeśli szukacie mieszkania w Warszawie zapraszam Was na stronę apm-development.com.pl gdzie można sprawdzić atrakcyjną ofertę mieszkaniową w czytelnym katalogu.

8/07/2017

Ulubieńcy lipca

Ulubieńcy lipca
Hej.
Rzadko występują u mnie ulubieńcy poszczególnych miesięcy, bo nieczęsto zdarza się, że coś powoduje u mnie aż tak wielką sympatię, że chcę pokazać w tej kategorii. Tym razem miniony miesiąc okazał się bogaty w nowe, pozytywne doświadczenia. Dlatego też, z przyjemnością się z Wami nimi dzielę.

Absolutnym letnim hitem jest puder mineralny puder MIYO I Feel Mint ! Genialny, nie dość, że absorbuje sebum, matuje na długie, długie godziny, to jeszcze delikatnie pachnie miętą. Sprawdził się nawet podczas tych tropikalnych temperatur.

Chyba nikogo nie dziwi obecność kolejnego orzeźwiającego kosmetyku. Pianka do mycia twarzy Cosnature z cytryną i melisą jest fantastyczna. Oczyszcza, nie wysusza a naprawdę daje energetycznego kopa.


W ochronie skóry przed utratą wilgoci idealnie sprawdza się aloes! i chyba każde dziecko o tym wie, że jest to roślina magiczna. Jego dobrodziejstwo w wydaniu Benton Cosmetics Aloe Propolis Soothing Gel sprawdza się idealnie. Dodaję do balsamów, odżywki do włosów, jako serum. Również solo sprawdza się super, przynosi ulgę wysuszonej skóry.


Jak wiecie coraz bardziej intensywnie pracuję nad strefą pod oczami. Bardzo obiecujące testy przyniósł duet - Krem pod oczy Benton Fermentation Eye Cream i masażer DermoFuture Technology o którym pisałam całkiem niedawno - klik


W kwestii pielęgnacji cery towarzyszy mi duet, który sprawuje się wyśmienicie. Jest to Odżywczy krem do twarzy Senelle Summer, który stosuję na noc. Jest to solidna dawka odżywienia, moc dobroczynnych olei, które moja skóra pokochała. Choć skład jest treściwy nie ma mowy o zapchaniu porów.
Natomiast na dzień uwielbiam mój "miejski" krem Synchroline Lipoacid Intensive - więcej tutaj - klik


Znacie kosmetyki, które zaskarbiły moją sympatię? Może macie inne spostrzeżenia?
A co Ciebie ostatnio uradowało na tyle, by zostać ulubieńcem?
O którym kosmetyku chcielibyście dowiedzieć się więcej?

8/04/2017

Projekt denko

Projekt denko
Projekt denko, czyli szybki podgląd na to, co się zużyło w ostatnich miesiącach.
 Tak swoją drogą - jak się macie w te tropikalne upały. Ja mocno średnio, przestaję kontaktować po 30 stopniach. Także wybaczcie, że nie wzniosę się na wyżyny erudycji tytułem wstępu. Pardon i przepraszaju.


Hej, to nie tak, że jestem brudas i nie myję włosów. Tylko lenciaj raczej :D Ulubione suche szampony Batiste na tłustą godzinę ;)
Biedronkowe lakiery Loreto bardzo polecam. Tanie, skuteczne i ładnie pachną.

Odżywka Vis Plantis 01 - przeciętna ale lubiłam ją używać bo ładnie pachniała. Nie obciążała włosów.
Antyłupieżowy szampon Kerium Ds. La Roche - Posay - to moje kolejne opakowanie i tym razem ostatnie. Moja skóra głowy widocznie już się przyzwyczaiła i zwyczajnie przestał działać.


Ulubiony płyn do płukania jamy ustnej Sylveco. Kolejna butla w użyciu.


Kokosowy peeling Biolove - lubiłam. Nie będę się jednak zabijać o kolejne opakowania. Może kiedyś, przy okazji kupię. Ale są podobne i lepiej dostępne. Jak chociażby Organic Shop.

Maseczki do twarzy:  Origins Drink Up Intensive  lubiłam bardzo. Świetnie nawilżająca. Bezproblemowa. Możliwe, że kiedyś kupię. Maska w płacie Beauty Face niekoniecznie zrobiła dużo ale przekonała mnie do kolejnej próby z maseczkami w płacie, które są tak diablo wygodne, że muszę swoje obawy schować w kąt!

Brzydko obdarty żelik antybakteryjny Bath and body works - lubię je bardzo. Jako jedyne nie śmierdzą chamsko alkoholem. Stosowany z umiarem nie przesusza dłoni jakoś drastycznie. Lubię mieć w torbie.
Blender cleanser solid - czyli mydełko dodawane do zestawu beauty blendera było NAJZWYCZAJNIEJSZE  w świecie. Nie dawajcie się obuć na ten gadżet! Działa jak KAŻDE INNE MYDŁO.

Żele pod prysznic idą wraz z wodą - BARDZO PŁYNNIE.
Zwróćcie uwagę, że poniższy obrazek przedstawia idealny brak harmonii. I tak lubię! To jest moje!
Czyli tak, mamy naturalny delikatesik z BioLaven, bosko pachnący skrzyżowaniem winogron z lawendą.
Drogeryjny DermoFuture o przyjemnym zapachu, ,jednak jak na mój gust odrobinę za gęstej formule oraz luksusowy, perfumeryjny żel Guerlain o zniewalającym zapachu La petite robe noire!
Wszystkie trzy robiły to co żele pod prysznic miały robić, czyli - MYŁY. Dodatkowo, małą czarną wzbogacałam swoją kąpiel. No zapach, boski! Oszczędzałam go, słuchajcie klika lat! i nic mu się nie stało hahah.

Podobnie jest w przypadku płynów micelarnych.
Lawendowy Biolaven oraz lipowy Sylveco to moi naturalni ulubieńcy, z pewnością jeszcze nie raz i nie dwa się zobaczymy.
Dziwna sprawa z żelem micelarnym 2 w 1 Eveline Cosmetics. Dostałam go na spotkaniu blogerskim. I kiedy przyszedł czas sięgnęłam bez przekonania. Powiem tak - formuła żelu, jak dla mnie jest zła!zła!zła! f a t a l n a! I tak, próbowałam używać go na dwa sposoby. Normalnie na wacik - wszystko klejące, utytłane fuj! i myjąc z wodą...dziwnie śliski, nie domywał.
Jednak muszę dodać, że żel nie podrażnił mojej skóry, nic nie piekło. Bez żalu ------> pa!


Rutyna pielęgnacji twarzowej została także wykończona  - tak jak była używana - razem! I tak pożegnałam antystresowy żel do mycia mieszanej cery Norel Dr Wilsz - bardzo fajny, orzeźwiający, pozwalający na utrzymanie odpowiedniej kondycji kapryśnej cerze. Austriacka, naturalna dwufazówka, którą polubiłam na tyle, że występowała w ulubieńcach :) Tonik Balanced guru także sprawował się wyśmienicie i odczarował moją niechęć do sięgania po toniki!

Aż się zdziwiłam ile kremów do twarzy mi się pokończyło w jednym czasie. Największym uczuciem darzę nawilżający Vianek i na pewno zobaczymy się jeszcze w przyszłości. Caudalie mocno przeciętne i niewarte wydanych pieniążków. Krem pod oczy Redermic C oraz krem Hydreane Riche La Roche - Posay nie spełniły moich oczekiwań i nie przewiduję powrotów!

Myjąca emulsja z granatem rossmannowskiej Alterra na początku zachowywała się okej, potem natomiast wysuszała moją cerę. Zważywszy, że jest polecana bardzo suchym cerom, to nie polecam.


Na sam koniec hit - hitów! Zobaczcie ile zapachów mi się pokończyło!

I jeszcze mgiełka BBW

Kąpielowe przyjemności: sole Balea - poprawne, miłe, w porządku! Płyn do kąpieli Korana trochę zawiódł mnie obietnicą brzoskwiniowego zapachu. Było raczej sztucznie :/ ale nie wysuszał skóry i nie spowodował żadnych podrażnień.

I jeszcze dwa malutkie, perfumowane żelki, dzięki którym wyobrażałam sobie, że pławię się w luksusowym SPA. To nic, że zamiast kojących dźwięków smooth jazzu zza drzwi słyszałam dyszenie mojego psa;)


Znacie? Używacie? Macie zamiar?

7/31/2017

Jak nie zostać suszoną rodzynką

Jak nie zostać suszoną rodzynką
Hej, przychodzę z postem oczywistym jak słońce na niebie.
Jest lato. Gorąc. Upał. Normalnemu człowiekowi chce się pić. Ale nie mnie. Nie wiem dlaczego, ale w ogóle nie odczuwam pragnienia. Bywały dni kiedy wypiłam tylko dwie kawy w czasie całej doby. Nie trzeba być naukowcem, żeby wiedzieć, że to stanowczo za mało.
Oczywiście, że czytałam wiele literatury i fachowej i tej mniej fachowej. Nie będę wymieniać konsekwencji zdrowotnych odwodnienia.
Do wyobraźni przemówiło mnie porównanie w jakimś poradniku. O tym, jak bardzo potrzebna jest nam woda widać na przykładzie winogrona. Wiadomo, jak wygląda tej wody pozbawiony - staje się ekhm....rodzynkiem.
W tym miejscu Es doznał oświecenia, iż nie chce wyglądać jak rodzynek. Tak wiem, że to trywialne a nawet groteskowe ale nie zbadane są wyroki, co i kiedy trafi nam do mózgownicy - na pewno nie raz tak mieliście!

Przystąpiłam do działania pod tytułem - jak pić więcej wody!

  • Tak więc ściągnęłam sobie aplikację na telefon, przypominającą o piciu wody - NIE ZADZIAŁAŁO - alarm mnie wkurzał, więc wyłączyłam.
  • Zgodnie z wytycznymi miałam przy sobie butelkę z wodą mineralną, gdyby mi się zachciało pić - NIE ZACHCIAŁO się nigdy!
  • Próbowałam jeść pikantne rzeczy, żeby pobudzić się do picia - NIE DZIAŁA - dostałam zgagi :D
  • Piłam wodę kokosową, bo naczytałam się o jej fenomenalnych właściwościach - ZNUDZIŁA mi się wkrótce po tym jak kupiłam całą zgrzewkę :/
  • Wydałam kupę kasy na filtry do wody, naiwnie wierząc, że będzie lepiej smakować - NIEPRAWDA, smakuje tak samo jak z kranu ;/

Wiecie co się u mnie sprawdziło? Powiem Wam, choć być może świadczy to o mojej infantylnej stronie.
Otóż...Sprawę załatwił...
Kolorowy, plastikowy kubek ze słomką. VOILA !

Cieszy wizualnie, jest zawsze pod ręką a słomka zachęca do małych łyczków, dzięki czemu sięgam po wodę częściej i częściej..
Jestem uszczęśliwiona i musiałam się tym odkryciem z Wami podzielić. Alleluja - piję wodę! Nie będę zasuszoną rodzynką.
Na razie piję tylko z cytryną ale czuję, że rozkręcę inwencję.


Pamiętacie o piciu wody? Jak sobie radzicie w upały?


 ****
Swoją drogą myślę sobie, jakie ja mam płytkie problemy życiowe. Patrząc na ludzi pracujących przy wszelkiego rodzaju usługach, często w terenie, mam wrażenie, że jest to dla nich temat kompletnie obcy jak dla mnie na przykład tematyka telekomunikacji ;) Na szczęście, każdy jest specjalistą od czegoś innego :) A  pić każdy musi :)
Firma interlab.pl  jest skoncentrowana na promocję, sprzedaż i serwis na terenie Polski elektronicznej aparatury kontrolno-pomiarowej dla szeroko rozumianego rynku telekomunikacyjnego.
interlab.pl
Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger