5/14/2020

Dlaczego nie używam hybryd (uwaga, drastyczne zdjęcia) - moja historia.

Od ponad roku nie używam hybryd.

(pixabay.com)

Zanim napiszę więcej powiem tylko, że jest to tylko i wyłącznie moja historia, moje doświadczenie. Nie jestem profesjonalistką i nigdy nie będę.
To po prostu moja droga.

Nigdy nie miałam pięknych i mocnych paznokci. W okresie adolescencji miałam etap obgryzania nie tylko paznokci ale i skórek. Z czasem udało mi się z tego wyrosnąć. Remedium okazał się tzw. gorzki paluszek. Czyli taki lakier bezbarwny, nieszkodliwy o gorzkim smaku, który skutecznie zniechęcał do obgryzania. Późniejsze eksperymentowania z dietami, awitaminoza, anemia, upośledzenie wchłaniania żelaza, niedobory witaminy B mocno odcisnęły swoje piętno na jakości płytki paznokciowej.
Nie byłam zadowolona ze stanu swoich paznokci, ale z czasem udało mi się utrzymać ich w jako takiej niezłej kondycji.
Jak my wszystkie chętnie otworzyłam się na hybrydy - logicznie myśląc uważałam, że lakier faktycznie utwardza moją płytkę, trzyma ją w ryzach. Przez co jest mocniejsza.
Poza tym, to takie wygodne. Dwa/trzy tygodnie pięknego manicure. W końcu, nareszcie nie musiałam się wstydzić swoich dłoni, nie musiałam o nich myśleć. Czułam się bardzo kobieco. Nie, to nie były jakieś szalone eksperymenty, no wiecie brokaty, cuda wianki. Nie , klasyczny manicure hybrydowy. Bez szaleństw.
Przez jakiś czas było całkiem nieźle. Wydawało mi się, że paznokcie faktycznie stały się twardsze i bardziej odporne na złamania.
Do czasu, aż wszystko popsułam.
Zrobiłam coś, przed czym wszyscy ostrzegają.. sama sobie zerwałam hybrydy. Tak, zerwałam/zeskubałam nie, że usunęłam.
Od tego czasu zaczęła się droga ku przepaści paznokciowej. Palce bolały mnie okropnie, nie byłam w stanie umyć sobie włosów. Paznokcie rwały się jak delikatny papier. Było to niesamowicie stresujące. Skrócone do absolutnego minimum dalej pękały. Byłam zrozpaczona. Praktycznie od razu zaczęłam używać wszelkiego rodzaju odżywki, olejki, kremy. Bez powodzenia. Robiłam sobie naturalne kuracje, kąpiele w ziołach, wcieranie oleju rycynowego. Zaczęłam suplementację witaminami, przebadałam się (wyniki krwi i wit.B w normie, na szczęście). Minął kawał czasu ale udało mi się opanować mniej więcej.
Przed wyjazdem w tropiki na swój wymarzony urlop postanowiłam raz jeszcze zafundować sobie hybrydy. No wiecie przecież jaka to wygoda. I 100% pewności siebie.
Nadal moje paznokcie były dalekie od ideałów. Wybrałam gabinet kosmetyczny blisko domu, bo szczerze mówiąc zdecydowałam się dosłownie w ostatniej chwili ( co nagle to po diable, znacie to powiedzenie?). No nic.
Na wstępie powiedziałam z czym mam problem itp., że mam beznadziejne paznokcie i że chcę żeby wyglądały schludnie na ile to możliwe.
Okej, pani na to. Nie ma problemu. Wybrałam kolor. Dopytałam na jakim lakierze pani pracuje. I zaczęłam się odprężać, myślami będąc już na urlopie. Z błogiego letargu obudził mnie ból.
Zauważyłam krwawiącą skórkę. Hmm, pomyślałam, nigdy mi się to nie zdarzyło. Nigdy AKURAT ZE SKORKAMI to nie miałam problemu. No nic. Nic nie powiedziałam. Za chwilę znowu i znowu poczułam ból i krwawiące skórki. Zapytałam się pani co się dzieje, że boli! Zero empatii.
No takie skórki.. teraz wiem, że powinnam była wstać, wyjść i zgłosić gdzieś tą sprawę. Nie zrobiłam tego. Zapłaciłam. Już nic nie mówiłam.
Po wyjściu z gabinetu zrobiłam zdjęcia.



W nocy przed wyjazdem płakałam -ze stresu i z bólu. Bo skórki mnie bolały i piekły. Bałam się, że nabawię się infekcji.
Wrzuciłam też te zdjęcia z oznaczeniem gabinetu i pani, która to robiła i wylała się na mnie fala hejtu:
a że miałam zaniedbane paznokcie i wstyd z takimi przychodzić do kosmetyczki,
a że brzydkie paznokcie i brzydkie skórki,
że pani kosmetyczka jest super tylko mój przypadek beznadziejny,
a że jestem histeryczką, że mnie bolało,
a że nie odsuwałam skórek,
a że jestem blogerką i chciałam wymusić darmowy zabieg, korzystając ze swoich zasięgów.

Choć ta sytuacja miałam miejsce ponad rok temu, to zachowałam te zdjęcia. Czułam, że chcę podzielić się tą historią.

Abstrahując już od tej sytuacji, zraziłam się na stałe do hybryd jako takich.
Po usunięciu tej ostatniej (nie mam zastrzeżeń co do lakieru) co prawda w warunkach domowych ale w sposób profesjonalnie, wiem jedno - nie zaufam już kosmetyczkom.
Podziwiam prace moich koleżanek, ich kunszt i profesjonalizm.
Ale już nigdy więcej nie skuszę się na tego typu manicure.
Nadal toczę walkę o ładne paznokcie, raz lepiej, raz gorzej. Szczęśliwie, że w ranki nie wdała się żadna poważniejsza infekcja.
I tak, być może jestem histeryczką ale naprawdę, ból z powodu głupiego manicure to nie jest to czego oczekuje od kosmetyczek.

Dodam jeszcze, że zawsze wykonywałam zabiegi w profesjonalnych salonach. Nigdy chałupniczo.
A jakie są Wasze doświadczenia z hybrydami. Jesteście fankami czy zagorzałymi przeciwniczkami?





17 komentarzy:

  1. Osobiście nigdy nie miałam hybryd, w sumie nigdy nawet mnie nie kusiły. Życzę powodzenia w walce o piękne paznokcie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nigdy nie miałam hybrydy, trzymam za Twoje paznokcie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie hybrydy średnio się trzymają, bo też mam paznokcie jak papier :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj bardzo mi przykro, sama kiedys bardzo lubilam hybrydy ale przestalam, gdyz zbyt dlugom musialam je usuwac ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się zastrzegałam że nigdy nie zrobię a teraz tęsknie, kiedy miałam wypadek i drzwiami od samochodu przygniotłam palec to płakałam bo musiałam ściągnać i po dwóch miesiącach mogłam z rozwalonego pazura ściągnąć hybrydę i bolało jak diabli! teraz w tej całej pandemii sama ściagąłam i miałam jak Ty, bolało, cienkie pazury i wyginajace się ale teraz już ok, odzywka pomogła a pazury jest mocniejszy i juz czekam na nowe mani kiedyś tam w czerwcu i z kosmetyczką miałam tak samo, we wrzesniu poszłam do innej i tak samo ona do mnie miała pretensje a jak się okaząło ona była początkująca a takiej wzmianki nie było nigdzie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja robię hybrydy od około 2 lat i to moja ulubiona forma manicure :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale okropne przygody, współczuję :(. Ja rok i dwa lata temu w okolicy wakacji romansowałam z hybrydami, nic złego mi się nie stało, paznokcie wyglądały pięknie jak nigdy i ogólnie byłam zachwycona, ale raz faktycznie kosmetyczka ciachała mi skórki, których sama NIGDY nie ruszam, bo praktycznie nie rosną, jakieś minimalne mam, poprosiłam, żeby nie dotykała, bo słyszałam, że jak się zacznie przy nich manipulować, to wtedy właśnie zaczną rosnąć większe, więc mówiłam, żeby nie. Ale ona wiedziała swoje i "troszkę" pousuwała i miałam troszkę piekące, troszkę spuchnięte i troszkę czerwone palce. W sam raz na urlop. Brrrrrr.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że źle trafiłaś na sam początek, to przykre. :/ kiedy ja zaczynałam z hybrydami, akurat miałam świetną panią kosmetyczkę, i profesjonalną i piekielnie cierpliwą. I gdy coś było nie tak, od razu dopytywała, więc zakładanie hybryd to była czysta przyjemność. Jednak na moich paznokciach średnio się trzymają, do tego mam taką pracę, że łatwo je uszkodzić - więc zdecydowałam się nauczyć sama z tutoriali YT. Lampa i akcesoria z ali, lakiery i dodatki też z ali, albo od polskich firm, zalezy co mi się spodoba.....I już od przeszło dwóch lat robię hybrydy sama. Nigdy nie miałam mocnych paznokci i nie udało mi się zapuścić ich na długo. Dzięki hybrydom ten problem znika i nawet jak zrobiłam sobie miesięczną przerwę (z czystego lenistwa), nie zauważyłam, żeby jakoś drastycznie zmieniły mi się paznokcie.

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany, ale historia;/ Powiem tak- zerwanie hybryd to masakra, bo ściągasz z nimi warstwę paznokcia i stąd te łamliwe jak papier pazurki. Druga rzecz, że kosmetyczka do której poszłaś powinna wrócić do nauki zawodu, bo kompletnie spaprała sprawę. Dobrze, że nie było żadnej infekcji. Ja hybrydy robię sobie sama w domu- ściągam możliwie jak najdelikatniej, maluję sprawdzonymi lakierami. I co dwa miesiące robię sobie dwa tygodnie przerwy z odzywką. Mam je w dobrym stanie. Przykro mi, że miałaś takie koszmarne wspomnienia. Hybryda jest wygodna i dlatego też tak mocno się jej trzymam:)
    ale się rozgadałam;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O jeny, współczuję bardzo :( Ja akurat chodziłam do takich kosmetyczek, u których nigdy takie sytuacje nie miały miejsca. Od 2-3 lat hybrydy robię sama, więc jak coś się wydarzy, mogę winić tylko siebie ;P

    OdpowiedzUsuń
  11. HYbrydki mam ale od zawsze robię sobie je sama w domu :) Mam wrażenie, że ja sama lepiej, łagodniej traktuję swoje paznokcie, bardziej z wyczuciem. Czasami o dobrą kosmetyczkę równie trudno co o dobrego fryzjera.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety, ale mam podobne doświadczenia z hybrydami

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja osobiście uwielbiam hybrydy, ale z doświadczenia wiem, że lepiej założyć je u specjalistki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dużo podobnych sytuacji słyszałam o hybrydach, dlatego ciągle się waham przed pierwszymi...

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja przyjaciółka również miała podobne problemy z hybrydami, dopiero po kilku latach i po wizycie u doświadczonej kosmetyczki hybryda przyjęła się bardzo dobrze. Może to Ci pomoże!

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety, również przekonałam się o tej złej stronie hybryd...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja chodzę na paznokcie, jestem zadowolona, ale Twoja kosmetyczka zachowała się bardzo nieprofesjonalnie.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz..Twoja opinia czy luźne spostrzeżenia są dla mnie cenne i mobilizujące.
Staram się odpowiadać na każdy komentarz i jednocześnie zaglądać do osób piszących..

Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger