5/27/2017

Kosmetyczni ulubieńcy - naturalnie

Naturalne kosmetyki na dobre rozgościły się w mojej pielęgnacji. Z lepszym, bądź gorszym skutkiem, bo wiadomo, że u każdego co innego sprawdza się lepiej, najlepiej albo fatalnie :)
Dzisiaj przedstawię najlepszą naturalną szóstkę, która towarzyszy mi od kilku tygodni.


Cukrowy peeling do ciała Biolove skradł moje kokosowe serce, w zasadzie od pierwszego powąchania i polizania ;)

Dość spore kryształki białego cukru w kokosowym oleistej formule dzielnie zdzierają martwy naskórek, jednocześnie odżywiają skórę. Na tyle, że wcale nie muszę sięgać po balsam. Muszę tutaj dodać, że nie mam szczególnie wymagającej skóry, niemniej uważaj, że dla bardziej wrażliwych skór może być ciut za ostry (albo tak mi się wydaje). Zapach, jak wiadomo jadalny :) Niech Was nie zwiedzie małe opakowanie (ja na początku kręciłam nosem) peeling jest bardzo wydajny.



Kolejny kosmetyk również przywraca nasze kubki smakowe o konsternację. Mowa tutaj o maśle do ciała Naturativ z serii otulającej. Wanilia, karmel i trawa cytrynowa te nuty sprawiają, że pielęgnacja ciała jest rozkoszna. Nie bez przyczyny to jedna z najlepiej sprzedających się linii zapachowych. Samo masło ma fantastyczną konsystencję, coś pomiędzy masłem a śmietanką (trzymając się spożywczaka ;) W kontakcie ze skórą sunie gładko i szybko się wchłania, nie bieli. Zapach utrzymuje się dłuższy czas, nawet na pidżamie czy pościeli (pewnie stąd nazwa - otulająca). Uwielbiam go używać na noc. Skóra jest odżywiona, bez jakiejkolwiek warstwy. Masełko wchłania się do końca, mam wrażenie, że odżywia ją do ostatniej warstwy naskórka.
Aha! i nie dajcie sobie wmówić, że to wersja zimowa. Pasuje do każdej pory roku : )


Nie przepadam za enzymatycznymi peelingami. Wiecie, lubię CZUĆ, że coś działa, że coś robię itp., choć moja cera niekoniecznie jest mi za to wdzięczna.. Do tej pory nie miałam najlepszych relacji z enzymatycznymi peelingami. Chemiczny (Pharmaceris) tak naprawdę nic nie robił a bardziej naturalny (Organique) mnie uczulił i jednocześnie skutecznie odstraszył od naturalnych scrubów. Do czasu.
Enzymatyczny peeling do twarzy Sylveco jest kwintesencją tego jak powinien działać peeling. Jego formuła jest mocno zbita, taka "miodkowa", pod ciepłem skóry rozpuszcza się i pracuje. HO, HO jak pracuje. W ciągu 10 - 15 minut mamy doskonale oczyszczoną twarz, w dodatku odżywioną i promienną. Mocno oleista formuła (w składzie jest ponad sześć rodzajów oleju plus masło kakaowe i masło shea) może nie spodobać się cerom mocno tłustym. W przypadku mojej mieszanej, wrażliwej i naczynkowej - sprawdza się idealnie. Lubię go aplikować jako maseczkę kiedy biorę gorącą kąpiel, wtedy mam wrażenie, że działa jeszcze lepiej. W kontakcie z wodą przemienia się natomiast w delikatniejszą, myjącą emulsję Nie każdemu przypadnie geraniowy zapach, ale mnie nie przeszkadza.


Pozostajemy nadal przy twarzy.. Duet do zadań specjalnych, czyli demakijaż.
Lipowy płyn micelarny Sylveco całkiem nieźle oczyszcza cerę ale akurat ja go uwielbiam stosować rano! To fantastyczna, naturalna pobudka dla cery. Pozwala pozbyć się resztek tego wszystkiego co nocą odżywiało naszą buzię i funduje odświeżającą porcję nawilżenia, za co odpowiedzialne są ekstrakty z lipy i aloesu, jak również allantoina.


Fantastyczna, naturalna dwufaza austriackiej marki BiGood to prezent od Justynki
Nigdy wcześniej nie miałam naturalnej dwufazy i w zasadzie nie bardzo wiedziałam czego się można spodziewać. Zaskakująco silne działanie wzbudziło we mnie niemy aplauz. Kosmetyk bez problemu radzi sobie z większością tuszy które używam (nie są wodoodporne), potrzebuje odrobinkę czasu w przypadku eyelinerów. Co najlepsze, okolice skóry oczu po demakijażu są natłuszczone, nie ma efektu mgły, nie występuje żadne szczypanie czy łzawienie (nawet jak mi się oko otworzyło w międzyczasie ;). Bardzo przyjemny, ziołowy zapach jest dodatkowym atutem.
Jak widać, aloes jest po raz kolejny cichym, łagodzącym bohaterem.


I na deser również prezent od Justynki - nagietkowa pomadka ochronna Alverde. Jako, że jestem fanką tego niepozornego kwiatka, to było oczywiste, że z miejsca się polubimy. Ziołowa, naturalna bariera ochronna na usta. Czego chcieć więcej. Polecam :)


Znacie moich ulubieńców?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz..Twoja opinia czy luźne spostrzeżenia są dla mnie cenne i mobilizujące.
Staram się odpowiadać na każdy komentarz i jednocześnie zaglądać do osób piszących..

Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger