12/30/2015

Projekt denko - trzeci kwartał 15'

Koniec roku ostatecznie zmbolizował mnie do rozparawienia się z czekającym od kilku miesięcy denkiem. Nie wypada przecież przywitać nowy rok starymi śmieciami, hmm
Ponownie, niniejsze denko, to zbiór około trzymiesięczny :)

Szampony:
Love me green - Organic vitalising shampoo  to już moja druga butelka - pisałam o nim tutaj - klik
Świetnie oczyszcza moje włosy, przedłuża świeżość a jest jednocześnie delikatny. Na pewno kupię ponownie. Tak samo jak Kerium antyłupieżowy szampon La Roche - Posay - mam już drugą (większą) butelkę. Od lat niezawodny.


Biedronkowy lakier do włosów - Ludzie! jak on ślicznie pachnie!! jak perfumy :) nigdy nie lubiłam używać lakierów przez ten duszący odór. Loreto - przyzwoicie trzyma, nie skleja i pachnie, bosko pachnie!


Żel do mycia Nuxe Body - nie oferował nic ciekawego. Używałam go razem z serum tej marki, po basenie. Nie zapadł mi szczególnie w pamięć, także nie spotkamy się ponownie. Pseudo- kokosowa Alterra to śmierdziel alkoholowy. Zakupiłam po pozytywnych recenzjach, ani nie pachniał kokosem ani nie miał właściwości scubujących - zero, nul...dobrze, że tani, bo wylałam precz.
Płyn do kąpieli Babydream za to bardzo lubię i jest to moja kolejna butelka. Jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry.


Peelingi marki Organic Shop należą do moich ulubionych. Dość mocne zdzieranie, odżywianie, cudny zapach oraz brak tłustej warstwy - ten z papają, potwierdza moje tezy. Buteleczka żelu pod prysznic Hot Toddy Lush z tamtego roku gdzieś mi się zapadziała :) Zużyłam dużo, dużo wcześniej.
O peelingu z Alchemii Lasu - pisałam tutaj - klik

 Wspomniane serum do ciała Nuxe Body - zastanawiałam się czy poświęcić tej serii oddzielny wpis...ale ostatecznie doszłam do wniosku, że nie mam zbyt wiele do powiedzenia. gdyż praktycznie nic nie zuważyłam...na moją niekorzyść działa, fakt, że używałam nieregularnie..także tak sprawa się ma. Może odrobinę napinające działanie ale za mało czynnika wow, żebym chciała powtarzać przygodę.
W cieplejsze dni uwielbiam wręcz delikatne lotiony do ciała Balea - Mango Mambo to prezent od Justynki :) 
Żałuję natomiast bardzo, że nie napisałam o maśle do ciała Orientana - jest bardzo specyficzne.. bardzo tłuste (kuleczki tłuszczu widoczne są gołym okiem) ale działanie rewelacyjne. Pięknie odżywia nawet bardzo suchą skórę. Przeszkadzał mi zbyt intensywny zapach. Możliwe, że kupię inną wersję zapachową:) 
 Dwa płyny micelarne...
AA 30+ z collagenem Hial micelarny płyn do demakijażu oczu i twarzy - nie wniósł nic ciekawego do mojej pielęgnacji. Dostałam go na jednym ze spotkań blogerskich a więc przypadkowo. Na plus chyba tylko to, że nie szczypał i nie powodował podrażnień. Natomiast słabo zmywał a właściwości ujędrniających nie miał żadnych, w moim odczuciu. Potwierdza jedynie tezę, że AA nie jest moją ulubioną marką.
Płyn micelarny Effaclar La Roche - Posay z kolei, to hit! śmiem twierdzić, że zdetronizował moją ulubioną, różową Biodermę..Po pierwsze świetnie zmywał, nawet wodoodporny makeup, nie szczypał w oczy, a dodatkowo kondycjonował skórę i wyraźnie zmniejszał pory. Napiszę o nim więcej i z pewnością wrócę do niego jeszcze nie raz.


Kremy do twarzy - Dr Irena Eris - z witaminą C - straszny parafinowo - glicerynowy zapychacz.. Zafundował mi wysyp nieprzyjacieli w ilości mogącej świadczyć, że stałam się znowu wypryszczoną nastolatką - bleh, fuj.. i drogie to takie... i z pretensjami niewiadomo do czego - nie polecam. Alterra do cery wrażliwej to mój must have - świetnie sprawdza się pod makijaż - jest to chyba już z trzecia tubka, i z pewnością znowu się spotkamy.
Alva family cream - to całkiem znośny, naturalny krem, wielorakiego pochodzenia.. Jedynym mankamentem jest odczuwalna tłusta warstwa na skórze, wiem, że ma mieć właściwości ochronne, jednak ja po prostu nie lubię takiego efektu.


Olejek do demakijażu Hada Labo - klik sprawdził się doskonale i był moim ulubieńcem.
Z pewnością sięgnę w stronę japońskich kosmetyków w tej materii. Bo nic innego tak świetnie nie domywa moich ulubionych bb kremów.
Nagietkowy tonik do twarzy BioYou - był okropny! jak mi przejdzie do niego złość to napiszę ku przestrodze ;./


Pokochałam płyn do mycia jamy ustnej Sylveco tak mocno, że już kolejna butla stoi u mnie na umywalce - klik
Nivea - wiadomo ;) 



Kolejna zdenkowana mgiełka Bath and body works - Sweet pea - chwilowo mam przesyt tego zapachu ale w kolejce mam jeszcze dwie inne mgiełki tej marki. Lubię je.


Miniaturkowa odżywka do włosów Artego - nic specjalnego ..w sumie, to nie pamiętam :/ żel pod prysznic Soap and glory Clean on Me - ładnie pachniał i nie wysuszał. Symaptyczny żelik ale niedostępny. Nie będę szaleć :)


Produkcja kolorówki - zużyłam dwa i pół tusze do rzęs, żaden nie przypadł mi do gustu.. nawet Chanel hehe. Błyszczyk do ust Paese zglucił się i śmierdział strasznie chemicznie a pędzelek drapał po powiece. paszłaaa.

 Umilacze kąpielowi - jedynie kostki sephora były do niczego - nie polecam ich - ładnie tylko wyglądają.. mają sztuczne zapachy i żadnych właściwości pielęnujących. 
Sole do kąpieli Balea i Bioemsan bardzo mi odpowiadały :) 



Różne, różności...
Próbki kremów ILUA - to świetne kosmetyki, jednak nie na moją kieszeń..może kiedyś..
Serum Caudalie - przyjemne odżywienie
SKIN76 I'm Refreshing - maseczka w płacie - odżywcza i przyjemna
Śmieszna historia z tym Super Aqua - nie czytając etykiety nałożyłam sobie to na twarz i zaczęłam się dziwić czemu krem się pieni :D Otóż to nie jest krem tylko emulsja do mycia twarzy, bardzo odświeżająca, dotleniająca"  :)

 Jak u Was wykańczanie kosmetyków? Macie czyste konta na koniec roku?
Znacie coś z wyżej wymienionych kosmetyków? Wpadło Wam coś w oko? Dajcie znać.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz..Twoja opinia czy luźne spostrzeżenia są dla mnie cenne i mobilizujące.
Staram się odpowiadać na każdy komentarz i jednocześnie zaglądać do osób piszących..

Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger