11/10/2015

Lepiej późno niż później...Meet Beauty - 24 października 2015

O Meet Beauty Conference (klik)  słyszał już chyba każdy. Mnogość relacji przyprawia o zawrót głowy, niemniej sama podczytuję z ciekawością, gdyż ciekawi mnie na co inni zwracali uwagę.
Tak z socjologicznego punktu widzenia (nie mylić z ciekawością podglądacza hyhy).

Postanowiłam napisać kilka słów od siebie.
Od razu jednak mówię, że będzie mało merytorycznie, za to esowo :) Nie zaskoczę Was nowymi zdjęciami - zrobiłam aż dwa. Nie mam instynktu sprawozdawcy niestety. U mnie robienie zdjęć, nie idzie w parze z dobrą zabawą. Także niech to będzie wstępem do mojej relacji.

Plan konferencji przedstawiał się następująco. Jestem tak starym piernikiem, że nie załapałam się na warsztaty robienia zdjęć, na których najbardziej mi zależało. No trudno. W planach miałam wykłady i warsztaty z Pierre Rene oraz Remington. 


Gdybym miała wymienić tylko jedno słowo, które kojarzy mi się z tą imprezą to PULSUJĄCO - wibrująca muzyka, fioletowe światło, makijaże dziewczyn, rozmowy, ekscytacja, kontrolowany chaos - mieszanka bardzo, bardzo stymulująca.


Po krótkim wstępie, wysłuchałam może z 10 minut pierwszego wykładu.. Niezależnie od przedstawionych treści, ja po prostu nie byłam w stanie wysiedzieć. Emocje rządzą Esem w takich sytuacjach. Tym bardziej, że moje towarzystwo rozpierzchło się na wcześniej zaplanowanych zajęciach. Także sorry..nic nie pamiętam.



 W tak zwanym międzyczasie kręciłam się koło stanowisk Pilomax i Golden Rose, które zdecydowały się oferować swoje usługi..
Osobiście nie moge narzekać, bo nie spotkała mnie żadna przykrość...Nawet zachęcana odważyłam się wymienić parę słów z miłymi Paniami, to jednak widziałam jak zadziała się niemiła sytuacja o której później.




O Warsztatach z Pierre Rene mogę powiedzieć jedno - z pewnością to nie były warsztaty. Wiem to, bo mam porównanie z warsztatami z tą marką, w których miałam przyjemność uczestniczyć na Secrets of Beauty - klik
Tutaj siedziałam na przystawkę, nie miałam możliwości aktywnego uczestnictwa w zajęciach. Nie przeszkadzało mi to, że osoby prowadzące opowiadały o marce, w końcu, dlaczego miałyby tego nie robić. W moim, być może naiwnym mniemaniu, każdy powiniem mieć równy dostęp do danego wydarzenia, nie znoszę sytuacji - kto pierwszy ten lepszy - kto przyjdzie szybciej siada przy stole. Nie dam się przekupić fantom, niesmak pozostał.


Z uwagi na powyższe i słysząc mało pochlebne relacje na temat warsztatów z Remington, odpuściłam sobie i cieszę się z tego powodu..


Bo to co najważniejsze i najprzyjemniejsze to spotkania z tymi, z którymi mam tysiąc tematów na sekundę, łączą nas zainteresowania oraz to, że w pewnym momencie życia założyliśmy swoje małe, wirtualne światy, które ewaluowały w realne życie. 
Wiecie, tak naprawdę mam duszę neurotyka...takiego któremu, jak się wyciągnie rękę to będzie skakać pod sufit. I tak właśnie było. Dwa metry ponad ziemią lewitowałam, bo miałam możliwość spotkać po raz pierwszy tak dobrze przecież mi znane osoby, czekać na tych, którzy czekali na mnie. 
To jest bezapelacyjnie najbardziej wartościowy dla mnie wymiar tej konferencji. Ja wiem, że liczą się statystyki, jakieś seo (niestety nie bylam na wykładzie - jadłam ciastka z Agatą, Kasią, Anią, Iwoną, Ewą :). Wiem, że piękne zdjęcia to podstawa, że teraz trzeba być OSOBOWOŚCIĄ - ooo tutaj zatrzymajmy się dłużej..
Bo wiecie, bylam na jednym wykładzie - z Pawłem Opydo (nie znam człowieka) ale spodobał mi się bo nosił śmieszne uszy, ponoć zawsze tak ma - nie wiem, nie znam się, nie orientuję...
Mimo, iż kompletnie nie utorżsamiam się z przedstawianymi przez W/w treściami, to muszę przyznać, że wykład był ciekawy. Paweł wykładał o mediach społecznościowych, na których zapewne zna się najlepiej. Wraz ze Smarująca doszłyśmy do przekonania, że jesteśmy swoimi własnymi babkami, gdyż nie chcemy być internetem...wolimy być sobą :) 

Tutaj - proszę o WERBLE ....bam, bam
moje własne zdjęcie..Opydo jako Donnie Darko - podoba się? bo mi bardzo :) 



Możecie zobaczyć mnie na filmiku, gdzie widać jak nadaję...





Dla tych wszystkich roześmianych twarzy, warto było jechać z najodleglejszych krańców Polski.. Powiem jedno, jest w nas siła... Nieważne jakie damy temu ramy, jakie konwenanse, jakie statystyki.. po prostu, czuje się MOC..
Poczułam ową przynależność, szczególnie w sytuacji, kiedy towarzyszyłam dziewczynom w kolejce do stoiska Golden Rose, zresztą sama ich tam pokierowałam grrr...Gdy niemiła Kobieta, z zaciśniętymi ustami potraktowała Ich jako zło konieczne...to było bardzo, BARDZO niefajne. Tak jak mówię, silnie wiążę się z tymi, którymi lubię, więc odczuwałam to bardzo osobiście. Mam nadzieję, że Karma powróci, ze zdwojoną siłą do tej osoby.

Na koniec dowiedziałam się, że całkiem nieźle mi z wąsami...nie będę już depilować wąsika :) Podoba Wam się?
(fot. Margareta Zdunkova - klik ,Kasia  Monika, Michał i ja Sumista :) Swoją drogą, nie mam pojęcia jak Monika i Kasia namówiły mnie na fotę na ściance - Czarodziejki ;) 

Generalnie z konferencji jestem bardzo zadowolona, dziękuję Monice za podróż w jedną stronę :) a Agacie za wszystko co potem : *
Dziękuję każdemu kto zamienił ze mną chociaż pół słowa w przelocie :) Było mi bardzo, bardzo miło :)

Kto był? hahaha - dowcip - wiem, wiem..
Podobało Wam się?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz..Twoja opinia czy luźne spostrzeżenia są dla mnie cenne i mobilizujące.
Staram się odpowiadać na każdy komentarz i jednocześnie zaglądać do osób piszących..

Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger