7/04/2015

Projekt denko - czerwiec '15

Czerwiec w tyle, jeśli się nie mylę -  więc czas na denko :)
 
 
 
APIS arbuzowy mus do ciała z mango i witaminą E był bardzo przyjemnym balsamem. Z biegiem czasu (ale wciąż mieszcząc się w terminie przydatności, o dziwo) jego apetyczny zapach zmieniał się w zjełczałego arbuza, przez co nie zużyłam do końca i nie planuję powrotu.
Papajowy olejek Greenland do ciała był moim ulubieńcem przez dłuższy czas i nawet doczekał się recenzji - klik Myślę, że coś na pewno z tej firmy przytulę w przyszłości.

Peelingowe trio. Organic cool & Minty Scrub do stóp Bentisa zalegał w ilości tyci, tyci w szufladzie - zapewne było mi żal go zużyć do końca, bo bardzo go polubiłam za właściwości ścierne oraz faktycznie miętowy, świeży zapach. Jeśli spotkam to kupię :) O roślinnym peelingu do ciała Yves Rocher chciałabym zapomnieć - leista breja nie mająca nic wspólnego ze scrubem. Bleh.. kolejny bubel marki. Dobrze, że skończył się szybko /wystarczył na 3 użycia HA HA HA/
Rituals Rice Scrub Organic Rice Milk & Cherry Bloosom to ulubieniec - klik

 Zapamiętajcie dobrze Body Butter Coffee Beans Organique - absolutnie beznadziejny kosmetyk. Nie spodziewałam się takiego badziewia po tej firmie. I to to ostatecznie przesądziło, że z marką Organique żegnam się na stałe. Po pierwsze primo - masło brudziło ubrania, pościel, prześcieradło - wszystko wyglądało tak jak bym się os.. no wiecie :/ brązowe plamy naprawdę trudno było doprać. Druga sprawa - nawilżanie .. proszę Was...nawilżanie a raczej natłuszczenie przez kilka godzin. Rano moja skóra płakała pić, pić! Rzadko mi się zdarza taka sytuacja. Jedynie zapach był śliczny - aromatyczna kawka z mlekiem.
Absolutnie nie polecam.
Pomarańczowa pianka do ciała sprawiała się nieco lepiej niż jej pseudo - peelingująca poprzedniczka o której pisałam tutaj - klik ale przeszkadzał mi sztuczny zapach (visolvit kto pamięta?).
Pamiętam, że Organique swego czasu miała świetne kosmetyki na które można było skąpić grosza..teraz w mojej ocenie zmieniło się coś na gorsze. Sam design opakowań to nie wszystko.. Może to trudność aspiracji do "naturalnych" kosmetyków pędzonych na sztucznych aromatach. Nie wiem. Dla mnie wystarczy.


Ulubiony micel Bioderma Sensibio H2O - wiadomka...I kolejny syf od Yves Rocher udający peeling morelowy do twarzy. Tłustość! tłustość! tłustość - paskudztwo...zużyłam na stopy.
 
 
 
Żel pod prysznic Tołpa. Botanic białe kwiaty. Zupełnie przeciętny żel.. zapach bardzo słaby, miałam wrażenie że odrobinę wysuszający ale może przesadzam. Nie wrócę do niego.
M. podarowała mi odlewkę Lushowego It's Raining Men - urocza nazwa <3 Fajny był..zapach taki bardziej ziołowy ale bardzo mocno pielęgnacyjny. Po żelu nie musiałam się balsamować :)
 

Szampon Frottee Swiss o - par to najlepszy suchy szampon jaki dotychczas używałam. Bije na głowę (nomen omen) wszystkie Batisty razem wzięte. Tylko po nim nie swędziała mnie głowa. Starczył na wieki...W tej chwili nie mam zamiaru używać tego rodzaju produktów ale kupiłam Mamie ;)
Płatki do zmywania paznokci, które dostałam od Kasi są moimi ulubieńcami.
O muffince melonowej z Pszczelej Dolinki mam zamiar napisać oddzielny post :)

 Rozstaję się także z fluidami, których kolory okazały się być dla mnie niedobre. Wykończyłam też krem CC Lumene, który towarzyszył mi przez długi czas i był codziennym ulubieńcem.

Kilka próbasków - miniaturek - Nic mną nie wstrząsnęło i nie zmieszało ;)

 Trzy pomadki ochronne - by Craft'n'Beauty, Laura Conti i Bebe nie mogę powiedzieć, że zużyłam ich do ostatniej kropli ale wszystkie trzy były poprawne. Natomiast ja się przekonałam, że nienawidzę maziać ochronnie ust.
 Miniaturka wody perfumowanej Close by Gap - nie zaczarowały mnie. Świeżość podszyta czymś ciężkim, takim starodawnym. Nie wiem jak to określić. Z ulgą wykończyłam.
 Kolorówka:
żółty tusz Channel który dostałam od Karo wysechł ale powiedzmy sobie szczerze, nie umiałam wydobyć z niego to co oferował :/ Można nim wyczarować fantastyczne projekty ale zabrakło mi cierpliwości/zdolności. Bardzo - bardzo - bardzo przeterminowane cienie Lancome poszły do kosza, podobnie jak cień do oczu MYO, kilka kredek. Eyeliner pen od Essence wysechł a błyszczyk do ust UD z paletki Naked2 też skończył w śmieciach za to mrowienie które mi fundował - paszoł!
Przeterminował mi się też olejek Jojoba..
Było denko i po denku - nowy miesiąc, nowe wyzwania ;) W moim przypadku nowa torba na odpadki :D
Znacie coś z wykończonych przeze mnie kosmetyków?
Jak Wasze denkowanie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz..Twoja opinia czy luźne spostrzeżenia są dla mnie cenne i mobilizujące.
Staram się odpowiadać na każdy komentarz i jednocześnie zaglądać do osób piszących..

Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger