11/05/2013

Zapach wydrapany w sercu

Dawno, dawno temu w zamierzchłej galaktyce kiedy Es była piękna i młoda istniał taki zespół 1984 - całkiem zapomniany (który wydał album Radio Niebieskie Oczy Heleny ale i tak Wam nic nie mówi), będący gatunkiem tzw. zimnej fali. Nieważne...
W każdym razie ów zespół posiada w swym skromnym dorobku piosenkę, którą wielbię od x - lat - a tytuł jej :

NA JEDNEJ CHMURZE DO NIEBA
Gromady ptaków czerwonych
I zapach zgniłych porzeczek
A oni się uśmiechają - jeden mówi
Kochanie polecimy razem
Na jednej chmurze do nieba
A może uda się wyżej
Bo przecież nikt nas nie zmusi
W takim stanie
 Do odpinania skrzydeł.....


W taką podróż zabiera mnie mój jesienny zapach...

Eksperymentuję z perfumami, jedne kocham od pierwszego niucha, z drugimi się oswajam a trzecie rozdaję albo wykorzystuję w kibelku (ostatnio tam wyzionęły ducha Hugonki moje blee) :D

Żaden jeden z zapachów nie wywołuje u mnie tak sentymentalnej podróży jak:



Amor Amor Tentation Cacharel  - to zapach wydrapany w moim sercu..


Prasa/Internety donoszą, że to orientalno - kwiatowa kompozycja zapachowa dla kobiet.
Został wydany w 2008 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Honorine Blanc.
Nutami głowy są mandarynka i bluszcz; nutami serca są jaśmin i tahitiańska gardenia; nutami bazy są cedr virginia, wanilia i przyprawy.
(klik)

Pfff - gdybym miała bazować jedynie na oczach to z pewnością nawet po niego bym nie sięgnęła..
Szczerze mówiąc nie czuję z nic z powyższych zapachów...Reklama też nie była dla mnie szczególnie zachęcająca...


A jednak...rozkochałam się całkowicie w tym zapachu, który używam o tej dokładnie o tej porze..


Dla mnie to odbezpieczony granatnik..
Alchemia tego zapachu powoduje natężenie sprzeczności, którymi jestem. Jest nieoczywisty i zmienny w zależności od temperatury mojego ciała.
Potrafi byc zimnym oddechem, który koi zszargane stresem nerwy, by za chwilę wybuchnąć radosnym optymizem.



Dla mnie to zapach aroganckich porzeczek, subtelnej wanilli, podszyty mchem i morkym drewnem a może deszczem?. Słodko - kwaśno - orientalno - rześki - Podkreślam dla mnie!..Są bardzo sprzeczne opinie na jego temat i pełne rozbieżności, co dodatkowo dodaje mu pikanterii według mnie.


Jeśli powiem, że to moja druga butla to chyba to o czymś znaczy, prawda? Nigdy do tej pory nie kupiłam dwa razy tych samych perfum :)
Z pewnością nie zachwyci każdego...dla wielu jest zbyt słodki, dla niektórych banalny..Ile ludzi, tyle opinii, wiadomo..
Dla mnie każdorazowe użycie to sentymentalna podróż :) Na początku agresywny, krzyczący stopniowo uwalnia swój bezpieczny ładunek, by otoczyć nas bezpieczną aurą.
To obowiązkowy punkt tej nieco późniejszej jesieni...




Znacie coś ze stajni Cacharel?
Jaki jest Wasz zapach wydrapany w sercu?
Czym pachniecie jesienią?

60 komentarzy:

  1. Ja używałam tego klasycznego amor amor czerwonego.. Uwielbiam go. To jeden z moich zapachów numer jeden zdecydowanie. Jest magiczny !
    A ja w tej chwili pachnę So Elixir od Yves Rocher :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwony nie jest dla mnie ale na pewno jest wyjątkowy :) Nie znam zupełnie oferty perfumeryjnej YR

      Usuń
    2. Uważam, że So Elixir to bardzo udane perfumy z YR. Postarali się i żałuję, że ostatnie edycje nie wnoszą nic ciekawego. Było tyle udanych kompozycji: Cantate, Neblina, Yria, Shafali itd.

      Usuń
    3. A ciekawa jestem jak z trwałością YR- skich perfum?

      Usuń
    4. Tym się nie sugeruj, bo każda skóra reaguje inaczej. Napiszę Ci, że trwały a potem będziesz miała zupełnie inne odczucia :P aczkolwiek nie warto celować w serie kwiatową, bo nawet jako odświeżacz do pokoju jest kiepsko z trwalością :D

      Nie wiem co tam obecnie dają :D ale może by Ci się spodobało Ming Shu? So Elixir jest tzw. killerem :) Najlepiej iść i potestować, na sobie, broń boże nie na papierku :P

      Usuń
    5. No tak, to prawda, czasem sama jestem zaskoczona, że pozornie nieśmiały psikacz, który ma prawo być ulotny trzyma się jak przysłowiowy rzep psiego ogona mojej skóry, podczas gdy markowe perfumy są wyparowywują...chemia Pani kochana, chemia :)
      Zamierzam się wybrac w końcu do stacjonarnego sklepu (nareszcie namierzyłam gdzie jest:)) to sobie powącham :)

      Usuń
  2. Na pierwszym roku studiow bylam na zakupach w Katowicach i kupilam szalenie drogi (wtedy) zapach Noa. W butelce byla perelka. Podobal mi sie dosc dlugo, ale teraz jest mi zupelnie obojetny.

    Twojego nie znam zupelnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka transmisja - ja u Ciebie a Ty u mnie :*
      Też kupiłam małą noa z powodu perełki - średni - dla mnie też jest obojętniak teraz:)

      Usuń
  3. Ja kojarzę tylko tę czerwoną wersję, to chyba najbardziej popularny ich przedstawiciel? Twój opis zachęcił mnie jednak do zapoznania się i z tą eteryczną miksturą, intrygująco go przedstawiłaś :)

    U mnie znajdzie się kilka zapachów, do których wracam. Takim, z którym kojarzą mnie otaczający mnie ludzie to zdecydowanie Coco Mademoiselle - to już miłość na całe życie, wiem o tym :) Towarzyszy mi przez cały rok, niezależnie od okazji. Wspaniały, przyciągający, pobudzający. Odnajduję w nim wszystko, czego od zapachu oczekuję. W każdej sytuacji. Uwielbiam go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czerwony Amor to ichniejszy klasyk, zdaje się :)
      Coco - nie mogłam się nigdy przekonać do tego zapachu...źle...to raczej on nie przekonywuje się do mojej skóry...podoba mi się we flakonie a na skórze wyczynia mało przyjemne salto :)
      Ja ciągle szukam tak wiernego towarzysza :)

      Usuń
  4. Nie bardzo odnajduję się w ofercie Cacharel i jeżeli miałabym wskazać jakiś zapach, to byłoby klasyczny Amor Amor :D Wersja Tentation nie jest zła, ale to nie do końca TO, czego szukam w perfumach.
    Ważne, że dla Ciebie są wyjatkowe i lubisz je nosić.
    Sama nie dzielę zapachów na pory roku, dużo zalezy od mojego nastroju aczkolwiek jest coś takiego, że Obsession CK najpiękniej mi się nosi przy siarczystym mrozie, do NU EDP wracam jesienią z powodów sentymentalnych. Habanita, to z kolei perfumy którymi lubię się otulać jak miękkim swetrem :D No i Shalimary, ale one bez względu na porę i czas. Tak samo mam z różą, kocham ulepki jak i bardziej charakterne wydania. Zapachem całorocznym jest Royal Muska, Clair de Musc - piżmo idealne w każdym calu.
    Musc Ravageur, to czysty sex :D
    Wiosna, to Chanel Eau de Premiere ♥ i np. musujący, już niedostępny Par Amour Toujours z Clarinsa....
    Nie mogę nie wspomnieć o Flowerbomb EDT :) Bergamotka idealnie podana w skondensowanej postaci.
    Był szał na Light&Blue z D&G ale dla mnie o wiele ciekawszy jest Moschino I Love love :))

    O perfumach mogę długo i dużo :) To moja największa słabość i z chęcią otaczam się kolejnymi flakonami :D Co więcej lubię duże pojemności, rzadko kupuję coś małego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mów do mnie mów.. o zapachach mogę w nieskończoność (tak jak o filmach i muzyce hehe)
      Nie znam Twoich faworytów - tak jak Ty Obsession -na mrozie uwielbiam Muglerowskiego Angela :),
      nie wiem co to jest NU ani Habanity - muszę poszukać jeśli są dostępne w Sephorze - chociaż niedawno rozmawiałam z koleżanką na temat perfum - właśnie z S i na przykład kupionych w drogerii np londyńskiej - to są dwa różne światy, rózne oblicza..wiem z autopsji, że w porównaniu do przywiezionych skądś to po prostu sikacze...(że nie wspomnę o zawodzie roku J.Choo :(
      Shalimary ostatnio chciałam powąchac pomna Twego punktu G ...hmm dziwnie zabrzmiało LOOL:D ale nie mieli..ech..
      Z piżmem u mnie różnie bywa - lubić bardzo lubię ale różnie reaguje na skórze..na pewno zależne to od formułu..
      Musc Ravageur - lepiej żebym nie wąchała hehe :0 nie budźmy śpiącego tygrysa ;))
      Flowerbomb - to upragnione perfumki Aswertynki naszej kochanej :) zupełnie nie moja bajka :)
      W lecie strasznie napaliłam się na L&B - ale zdrowy rozsądek przyszedł...mam dużo takich których należy pokończyć ale źle mi się kojarzą np Guility Gucciego czy Tresor Lancome (prezenty od eks..sama rozumiesz..) wobec tego koniecznie niuchnę Moschino)
      Wiem na pewno że nie przepadam za stajnią Kenzo :)

      Usuń
    2. Hmmm, nie wiem skąd takie teorie, ale mam perfumy z różnych miejsc tzn. kupowane w Polsce jak i za granicą w różnych miejscach. Nie spotkałam się z różnicami, ALE wiem, że mój nos i skóra inaczej odbierają określone zapachy w zależności od czasu, cyklu, pory dnia itd.
      O Jimmy Choo spotkałam historię, która była opisywana na jednym z blogów. Trudno jest mi się odnieść do tego, bo nie miałam takiego przypadku. Lecz jest jeszcze jedna strona medalu. przechowywanie perfum a przede wszystkim miejsce.

      Angela doceniam, ale nie potrafię go nosić. Skutecznie zniechęciła mnie do niego jedna osoba, która miała zwyczaj kupowania podróby i zlewania się do granic niemożliwości. Za to od czasu do czasu zagości na nadgarstku w mini mini mini ilości :D W sumie mogłabym mieć flaszkę dla samego flakonu :D
      Z Kenzo szalenie lubiłam słynnego Słonia :)

      Często tak jest, że pewne rzeczy odrzucamy poprzez ładunek emocjonalny, który niesie ze sobą negatywne wspomnienia/przeżycia itd. Zresztą chyba nikt nie lubi budzić demonów przeszłości....

      Co do piżma zgodzę się jak najbardziej, dlatego przez x czasu tropiłam piżmo idealne :)

      Usuń
    3. Ja niestety miałam taką przygodę, być może winny jest sposób przechowywania :) nie przeczę ;)
      Gwiazda Angelka jest urocza...widziałam wersję light Angela ale to według mnie działanie trochę na siłę, nie wiem - żeby wskrzesić zapomniany nieco zapach? nie wiem ..:)
      Podoba mi się idea tropienia piżma idealnego ....:)

      Usuń
  5. Nie znam Cacharel'owych perfum. Moja Mama ,jak jeszcze w liceum byłam chyba, miała klasyczną, czerwoną wersję, ale nie pamiętam zapachu zupełnie.
    Ja nie znam swojegu gustu perfumowanego, zawsze dobieram na zasadzie wąchania - podoba się, biorę, nie podoba, szukam dalej ;)
    Ale trzeba przyznać, że moim ulubieńcem wszech czasów jest Calvin Klein Eternity. Kocham ten zapach i jest taki mój. Uwielbiam, jak łącząc się z dymem papierosowym, przybiera mój charatkerystyczny wariant ♥ Nawet mój Chłopak to zauważa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubiłam się z CK dezerterem bardzo swego czasu ale chyba...wyrosłam...
      M zabrzmiało jak z filmów Jaramuscha - dym papierosowy ;)

      Usuń
    2. Ja na szczęście jeszcze nie, wciąż uwielbiam ten zapach, mam nadzieję kupić kolejną butelkę za niedługo :)
      Haha, masz rację ;)

      Usuń
  6. Uwielbiam wersję czerwoną.
    Fioletową obwącham :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się że może być zgrzyt - bo ja z kolei za czerwonym nie przepadam :) ale spróbuj :)

      Usuń
  7. Zapach ten znam tylko w wersji męskiej : ) Ja nadal poszukuję swojego ideału : )
    Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, że męskiej nie wąchałam :)
      Również pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. mój aktualnie ulubiony zapach to feromony i nie wiem co zrobię gdy się skończą :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam Cacharel jako markę, znam Amor Amor Tentation. Nigdy mi się nie podobały te perfumy, ale to może dlatego, że na mnie one źle "leżały".
    Pachniały okropnie staromodnie, gryząco, nachalnie. Po babcinemu.
    Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy ma wpływ na ostateczny odbiór zapachu (feromony, temperatura ciała etc), dlatego twierdzę jedynie, że na mnie one po prostu są okropne.
    Osobiście na codzień pachnieć zdecydowanie delikatniej i bardziej świeżo (byle nie jak chodząca kostka do WC), ale raz na jakiś wyjątkowy czas sięgam po mojego ulubieńca wszechczasów, do którego wg mnie żaden inny perfum się nie umywa - Bottega Veneta - Bottega Veneta.
    Poezja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście - nie ma chyba bardziej subiektywnego kosmetyku niż perfumy a w zasadzie ich odbiór:)
      Nie znam niestety Twojego ulubieńca - jeśli będę mieć okazję na pewno powącham z czystej ciekawości :)

      Usuń
  10. Kojarzę ten zapaszek, to znaczy butelkę. Aktualnie nie mogę sobie przypomnieć jego zapachu.
    Ja mam już 3cią butelkę z Zary perfum, ale w tym momencie nie pamiętam nazwy bo jest ona jakaś taka długa, ale je uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow - trzecia butla..to musi być prawdziwa miłość :)
      Te o których piszę sa jedynymi perfumami, które zapragnęłam mieć po raz drugi :)
      Nie licząc CK IN2U wieki temu ;)

      Usuń
  11. O perfumach mogłabym bardzo długo pisać. Co rusz nabywam coś nowego wiedząc, że powinnam zużyć poprzednie. Jakby tak się przyjrzeć mojej kolekcji, to prym wiodą te od Lancome. Mam Tresor In Love, Tresor Midnight Rose i La vie est belle.Midnight Rose to chyba trzecia buteleczka, jedyny zapach, który się powtarza. Miałam kiedyś siekacza od Dior - Poison, matko. To był hardcore. Był, chociaż go nie zdążyłam zużyć. Uwierzysz, że mi gdzieś zaginął w czeluściach mieszkania? I nie mam pojęcia, co się z nim stało. Moim marzeniem była Miss Dior, którą nabyłam na lotnisku. Dozuję ją oszczędnie. :-) Nie kupuję dużych flakonów, ponieważ wciąż kupuję nowe i nie widzę sensu (w moim przypadku), aby kupować 100 ml olbrzymy. Co ja tam jeszcze mam? Czekaj, czekaj...O, będąc w Douglasie z rodzinką (oni kupowali, nie ja), poprosiłam pana i próbkę Calvina Kleina Down Town, a że nie mieli, to zrobił mi sporą odlewkę w perfumetkę (ma się ten urok ;-D). I chyba zachorowałam na jego punkcie, jest bardzo wyraźny, ale zarazem miękki. Nie umiem opisywać zapachów, wybacz. Na liście mam jeszcze Si od Armaniego. :-) A jeśli chodzi i Cacharelka z posta, nie wąchałam nigdy. Muszę przy najbliższej okazji powąchać, co to za cudo. :-) Lubię czasem takie kontrowersyjne zapachy. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz zauważyłam, że nie trafiałam w "o" tylko w "i"..."poprosiłam pana o próbkę". :-)

      Usuń
    2. Miss Dior to dziwny zapach = z uporem maniaka dopatruję się tam obiecanych truskawek bez skutku...niemniej podoba mi się bardzo - kiedyś strasznie na niego chorowałam - teraz mi jakoś przeszło na szczęście..Nie znam Midnight Rose..
      Może to i lepiej że Poison gdzieś znikła jak taki hardcore :)
      Jeśli chodzi o ulubione zapachy takie jak własnie Cacharel czy Mugler to lubię duże - jeśli chodzi o inne też wybieram mniejsze wszak wciąż jestem na ścieżce..:)

      Usuń
    3. Twój urok osobisty musiał zadziałać na Pana - nie miał wyjścia ;)

      Usuń
    4. Angel Muglera już miałam w koszyku, ale odłożyłam na półkę. Podoba mi się, ale się go boje. Miałam także Aliena, który z początku szalenie mi się podobał. Potem go odsprzedałam, bo zaczął mnie drażnić, nie wiem dlaczego. Bolała mnie głowa. Może w tym roku skuszę się na Angela i zafunduję go sobie na gwiazdkę? Nie wiem, pewnie będąc przelotem w Douglasie znów go obwącham. To najdłuższe zastanawianie się nad perfumami, jakie mi się zdarzyło. Wciąż jednak poszukuję swojego ideału. :-) Miss Dior też ma swoje wzloty i upadki. Zależy jaki mam dzień. :-) Sama nie wiem, czego szukam w perfumach. Kiedyś przeszła koło mnie kobieta, której zapach perfum zwalił mnie z nóg. Nie miałam jednak odwagi podejść i zapytać, ale wyczułam w nich vibovit ale ten z lat 80tych...nie no, coś w ten deseń. Tak mi się skojarzyło. I od tej pory szukam tej nuty i znaleźć nie mogę. :-)

      Usuń
    5. P.S. Co to za zielone strzałki-odnośniki? Samo się to dziadostwo wstawia.

      Usuń
    6. Ty ich nie widzisz? W mojej odpowiedzi np. podkreślone jest słowo "kobieta" i taki zielony odnośnik nad nim...hm, dziwna sprawa.

      Usuń
  12. Po opisie zapachu wydaje mi się, że nie pokochałabym ich zbyt mocno. Ja jestem miłośniczką delikatnych zapachów, lekko owocowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Delikatne zapachy lubię wiosną i latem :) ale to prawda to cięższa kompozycja zapachowa :)

      Usuń
  13. muszę go koniecznie powąchać...

    ten czerwony amor amor nie podoba mi się w ogóle i przez to nie zwróciłam na ten zapach uwagi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czerwony też nie przekonał :) w zasadzie poznałam Cacharel właśnie od tego - i ani czerwony ani noa nie podbiły mego serducha:)

      Usuń
  14. Cacharel to Lou Lou dla mnie. Zapach mojego życia w pewnym momencie. Już nie, ale kiedyś bardzo.
    Zapach mój taki mój mój to Obsession CK i wątpię, żebym się z nim rozstała na dłużej. Poznaliśmy się 10 lat temu, ponad. Niesamowity zapach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam Lou Lou niestety :) taaak są pewne specjalne momenty ;)
      Wiernaś swojej obsesji bardzo :)

      Usuń
  15. Nie znam tego zapachu, ale po tak emocjonalnej recenzji jestem pewna, że będę się za nim rozglądać, żeby chociaż powąchać jak pachnie sentymentalna podróż Esa. :) Co do takich wspomnień kryjących się w zapachach mam ich tak wiele, często na tym właśnie opieram wspomnienia.
    Np do tej pory pamiętam jak pachniało powietrze w Egipcie zaraz po wyjściu z samolotu, uwierz mi miało zapach! Pamiętam jak pachniała moja sunia kiedy ją tuliłam po kąpieli :) i różne takie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Doskonale CIę rozumiem - ja do dziś pamiętam że basen w Hajduszloboszlo pachniał dojrzałym arbuzem :) piękna jest mapa zapachów - wspomnień, które nosimy w sobie :)

      Usuń
  16. nie znam tego zapachu:/, jestem miłośniczką mocnych, słodkich i wyrazistych zapachów:), jak wiesz wielbię Angela miłością dozgonną, za wszystko!, kocham Mademoiselle Chanel, La Vie Est Bell Lancome, SI Armanka, od którego ostatnio nie mogę się odkleić :) ale też i Womanity i Alien T M, latem sięgam po Chance różowy Chanel, w ogóle to ostatnimi czasy jakoś mocno perfumowa się zrobilam kiedyś był tylko Angel i Mademoiselle a teraz szaleję z zapachmi, starość chyba:D

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślisz....możliwe :) też szaleję hehe:)
    może zorganizujemy jakiś konwent ku czci Angela heheh ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Trzeba obwąchać:) Ja póki co pachnę (resztką) klasycznego Amor Amor:)

    OdpowiedzUsuń
  19. akurat nie znam tego zapachu :)

    ja o tej porze roku lubię zapachy słodkie, takie jak gorgeous gardenia od gucci :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja mialam standardowe Amor Amor, ale juz mi sie znudzilo :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak to opisałaś, że z chęcią pójdę do jakiejś drogerii i powącham sobie ten zapach :D
    Ja od lat jestem wierna DKNY Be Delicious- wiem, że te perfumy są "pospolite", że niby każda laska je zna i nosi. Ale jakoś niewiele mnie to obchodzi. Powąchałam je pierwszy raz będąc jeszcze w gimnazjum, od tamtej pory przepadłam. Na któreś święta dostałam pierwszą butelkę i od tego czasu się z tym zapachem nie rozstaje. Zdążyłam wykończyć już 2 butelki (1 dużą, 100 ml i jedną 50 ml) a 3 już jest w użyciu :D Po drodze przyplątało się też Lacoste Inspiration, którego używam od jakiś 3 lat kiedy nadchodzą chłodniejsze dni (bo to jest dosć słodki zapach) no i Chloe, czyli moje zeszłoroczne odkrycie :D

    OdpowiedzUsuń
  22. znam tylko to czerwone AmorAmor i mój nos mi mówił, że śmierdziocha :( ciekawe, jak ten wypadnie w mej nosowej ocenie. wiem już przynajmniej, jak mogę sobie Ciebie przywołać na zakupach w Douglasie czy innej Sephorze :)*

    OdpowiedzUsuń
  23. Tego zapachu nie znam, ale mnie ogólnie jakoś nie po drodze z Cacharel ;)
    Moi ulubieńcy jesienno-zimowi to: Alien, Chopard Cashmir, czarna La Perla :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Cacharel nigdy mi jakoś nie zapadło w pamięć. Natomiast moje ulubione, ukochane i najbardziej wydrapane w sercu i portfelu to Chanel Allure. Zawsze mam jakiś flakonik z choćby odrobiną na wielkie okazje.
    W tym roku na tapecie naprzemiennie.... wiem, to syf kiła i mogiła, ale lubię - koniec. City Rush Avonu. Pociąga mnie śliwka grającą gdzieś w oddali. Na ostatnim zjeździe blogerskim dostałam C-Thru Coral Dream, więc i ono się pojawia. Chcę napisać rzetelną recenzję, to go sprawdzam w różnych sytuacjach :)

    OdpowiedzUsuń
  25. nie znam, ale chciałabym chociaż powąchać ^^ ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Szczerze powiem, że nie znam tych perfum, uwielbiam za to Hilfiger Peach Blossom :) dla mnie idealny na jesień ;) chociaż so elixir (ten ciemno fioletowy )od YR także jest ciekawym zapachem na tą porę roku ;)
    Ale ogólnie dla mnie jesień pachnie trochę cynamonem, wanilią, imirem... już tak pod święta ;D

    OdpowiedzUsuń
  27. Niestety nie znam tych perfum, ale moim zapachem tej jesieni jest Shine Heidi Klum :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ale zmysłowy opis <3 Chciałabym mieć umiejętność takiego pisania o zapachach. I chciałabym też powąchać tę perfumę ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Mialam kiedys Amorka, ale chyba go wystarczajaco nie polubilam. Ten wyglada bardzo ciekawie :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Od Caharel miałam tylko AnaisAnais, ale na długo zawładną moimi zmysłami ten zapach, był boski!
    Teraz pachnę Magicznymi Kwiatami L`Occitane i Tokyo Smile Masaki Matsushima, a marzy mi się kolejny flakon Jador`a, to zapach do którego co jakiś czas wracam :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz..Twoja opinia czy luźne spostrzeżenia są dla mnie cenne i mobilizujące.
Staram się odpowiadać na każdy komentarz i jednocześnie zaglądać do osób piszących..

Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger